Geoblog.pl    Archi    Podróże    2014 ...realny Kirgistan    From Russia with love
Zwiń mapę
2014
26
wrz

From Russia with love

 
Rosja
Rosja, Moskwa
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
Cholera zakochałem się. Na stare lata, teraz kiedy to bardziej kieliszek wina i ciepłe miękkie łóżko a nie jakieś miłostki mi potrzebne. Ale miłość wali jak Kliczko między oczy i nie pyta się czy ją przyjmiemy czy nie. A może to nie był Kliczko między oczy a Gołota …wiadomo gdzie?
Miało nie być w tej relacji Moskwy, no bo jak wyjazd do Kirgistanu to do Kirgistanu, a Moskwa to tylko przesiadka. No ale słowo się rzekło – zakochałem się, wiec musi być Moskwa! Ale …od początku…
Z przypadkowego maila dowiedziałem się że Marcin rzucił robotę w cholerę i rusza na 2 miesiące do Azji. Wiec ja durak zamiast jechać na jesienny urlop do Laponii postanowiłem do niego dojechać na trochę więcej niż tydzień. Do Kirgistanu. A że wychlapałem to Grażdance… no to Grażdanka też postanowiła się przyłączyć. No i tak właśnie narodził się wyjazd do Kirgistanu. Ponieważ Marcin dojeżdżał z Tadżykistanu, Grażdanka z Londynu a ja z Helsinek …zrobił się z tego prawdziwy zlot gwiaździsty ;-). Postanowiliśmy spotkać się w Osh: ja dolatywałem do Bishkeku z przesiadką w Moskwie a Grażdanka również do Bishkeku przesiadką w Stambule, więc mieliśmy spotkać się w stolicy Kirgistanu i dalej polecieć do Osh razem. Ha! Zadowolony z siebie i odrobinę zadziwiony tym co robię wsiadłem do samolotu i fruu. Wysiadam sobie w Moskwie i idę do strefy tranzytowej, tzn. próbuję wyjść z rękawa i łup – Gołota! A, nie, przepraszam - Kliczko – wali mnie tam gdzie wali Kliczko. Miłość mego życia stała na szczycie schodów z tabliczką z moim imieniem i nazwiskiem w ręku. Pomachałem jej ręką i podszedłem wypinając klatę i wciągając brzuch – nie żeby to coś pomogło… Moja miłość miała wzrost Kliczki, bary Kliczki, ubrana była w jakąś wariację rosyjskiego munduru służb cholera wie jakich, uśmiechała się promiennie i na dzień dobry rzuciła uwagę: idziemy, będziemy kontrolować! Po czym ruszyła wydłużonym krokiem a ja dreptałem za nią z wywieszonym jęzorem, czując się jak jamnik śmigający za swoją panią na krótkich nóżkach.
Dotarliśmy na miejsce, gdzie zostałem „przesłuchany” na temat posiadania zaproszenia do Kirgistanu – nie posiadałem i kirgiskiej wizy – nie posiadałem. Czułem się jak w czasie zabawy w głuchy telefon: telefon mówił do funkcjonariuszki, funkcjonariuszka do mnie, ja do niej i ona do telefonu … pokażcie zaproszenie do Kirgistanu …nie mam …mówi że nie ma … pokażcie wizę… nie mam, nie potrzebuję na pobyt do 60 dni… mówi że nie potrzebuje na okres do 60 dni … aha… nie potrzebujecie wizy… aha… jesteście wolni… tym razem ;-) No dobra – z tym „jesteście wolni” to było trochę inaczej, ale cała reszta wydarzyła się naprawdę. Dość że mogłem iść do strefy tranzytowej, gdzie z rozpaczy że miłość mego życia popędziła łapać innego pasażera wypiłem w knajpie brytyjskiej sieci brytyjską kawę i frankijskie wina. Dwa wina. Małe wina … I tak rozpoczęła się wizyta w strefie cywilizacji „wódki i herbaty”.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 11% świata (22 państwa)
Zasoby: 278 wpisów278 173 komentarze173 2887 zdjęć2887 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
13.05.2017 - 23.07.2019
 
 
19.08.2015 - 22.07.2017