Geoblog.pl    Archi    Podróże    2014 ...realny Kirgistan    Kwiatowa Dolina
Zwiń mapę
2014
03
paź

Kwiatowa Dolina

 
Kirgistan
Kirgistan, Jeti Oguz Kurort
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 3932 km
 
Padał deszcz kiedy przyjeżdżaliśmy do Jeti Oguz. U nas padał deszcz, a w górach odległych jak się wydawało o wyciągnięcie ręki padał śnieg. Tego poranka po raz pierwszy naprawdę zaświeciło słońce. I od razu wszystko wydało się ładniejsze. Nawet wygódka na podwórku. Nie mieliśmy czasu na jakiś poważny trekking, sił też nie bardzo – wiecie, u jednych choroba, u innych niedyspozycja ;-)- więc postanowiliśmy pójść na lekko w stronę „Kwiatowej Doliny” – zachwalanej przez przewodniki doliny kilka kilometrów na południe od naszego sanatorium. Prowadzi w jej stronę całkiem przyzwoita droga więc nie było obaw o nawigację. Ruszyliśmy na lekko i …w świetle słońca „Dziewięć byków” wyglądało bardzo malowniczo, nawet ruiny budynków – najprawdopodobniej fragmentów infrastruktury sanatorium – wyglądały, może nie ładnie, malowniczo. Dreptaliśmy więc niespiesznie wzdłuż rzeki, przechodząc kilkukrotnie po przerzuconych przez nią mostkach. Widoki nie były jakieś szczególnie spektakularne, ale… co za ulga, relaks – góry, ładne góry, i żadnych innych turystów! Doszliśmy do rozwidlenia dróg w dolinie – jurty rozsiane gdzieś po wzgórzach, rzeka, droga na Ostrołękę… a nie, to droga na gdzieś na północ, resztki fundamentów jakichś budynków. Gdzieś na przeciwległym stoku domy, kilka domków letniskowych i las sadzony pod sznurek. I widok na góry. Ośnieżone szczyty o wysokości ok. 4000m. Z dala od ludzi, ech, tu się oddycha ;-). Nacieszyliśmy się słońcem na wzgórzu które mogło być kiedyś cmentarzem i korzystając z pięknej pogody poszliśmy dalej na południe. Doszliśmy do obozu opuszczonych turystycznych jurt – zgodnie stwierdziliśmy że nie chcielibyśmy w takim miejscu nocować – pokryte folią, mokre i zatęchłe … nie, dziękuje. Nieco dalej spotkaliśmy… czasami, może kilka razy w trakcie tego wyjazdu ludzie pytali się czy my, jako Polacy, bardzo nienawidzimy Rosjan. No bo przecież walczymy z nimi na Ukrainie! Nie dziwcie się proszę – spędziłem kilka godzin na lotnisku w Moskwie oglądając oficjalną rosyjską telewizję. I po tych kilku godzinach nie dziwię się takim pytaniom. I w kirgiskich górach, w środku niczego, spotykamy Rosjanina – Wowę. Akurat doszliśmy do miejsca gdzie stały dwa wozy terenowe – jeden taki bardziej miejski, jak się okazało wypożyczony, i drugi taki …cholera, no taki bardziej profesjonalny, ekspedycyjny. Marcin i Grażdanka rozpoczęli rozmowę z miejskim podróżnikiem a ja… z Wową. Po standardowym przywitaniu kiedy on oznajmia że jest Rosjaninem, ja że Polakiem pytam go skąd dokładnie w Rosji. No… sam się prosiłem, ja niedzielny podróżnik od siedmiu boleści! Wowa był z Władywostoku, taa, to dość daleko od Kirgistanu :D. Od 3 miesięcy w podróży swoją terenówką – żeby dotrzeć do Kirgistanu przejechał przez Syberię, Mongolię, Kazachstan… a w planach jeszcze Uzbekistan, Tadżykistan, Turkmenistan, Iran… itd. Wowa z żoną jadą sobie dookoła świata. W takich chwilach faktycznie mógłbym zabić Rosjanina – z zazdrości oczywiście! W rozmowie okazało się że Wowa mieszkał kiedyś w tych stronach ale po rozpadzie ZSRR przeniósł się do Władywostoku i obecnie korzystając z tego że na emeryturze ma mnóstwo czasu …podróżuje po świecie. Kiedy w rozmowie wyszło że być może droga zaprowadzi go do Helsinek… dałem mu swój adres mailowy i telefon – a nóż faktycznie będzie w okolicy? Pokręciliśmy się jeszcze po okolicy, ale jako że pogoda zaczęła się psuć rozpoczęliśmy powrót do bazy – nie byliśmy na żadnej górce ale doszliśmy prawie na 2400mnpm, w sumie żaden wyczyn jako że Jeti Oguz leży na 2000mnpm.
W „domu” odpoczywaliśmy po ponad 20km spacerze – było dość cicho, zwłaszcza w porównaniu z poprzednim wieczorem kiedy zachowywaliśmy się… głośno, dosyć głośno ;-). Oczywiście nie miało to nic wspólnego z tym że poziom alkoholu w tych kilku butelkach trunków wszelakich mocno się obniżył. Tego wieczora lekko sączyłem „kirgiski koniak” –smakował jak końskie siki, ale wydawało się że taka dezynfekcja pomaga organizmowi zwalczać infekcję. Opatulony w śpiwór nagle słyszę głos Grażdanki – szybko, Ja … Mumin chodź szybko! Wyplątałem się ze śpiwora, chwyciłem czołówkę i papier toaletowy – Grażdanka wybrała się do wygódki i pierwsza myśl była taka że utknęła bez światła lub pakietu-przetrwania-w-kirgiskim-kiblu. No co? Jak człowiek pędzi opętany jedną myślą to o różnych rzeczach jest w stanie zapomnieć ;-). Ale nie, okazało się że za drzwiami trwa spektakl światło i dym, czyli starsza Kirgiska piekła na konstrukcji zrobionej chyba z fragmentów beczki to coś. Pojęcia nie mam jak toto się nazywa, ale gotowe cosie wrzucała do 20l wiadra… a Grażdanka chciała to obfotografować… bosze, te kobiety – ja myślałem że to koniec świata a to faworki w wiadrze :D. Krzyki miały jednak swoją dobrą stronę – nasi gospodarze widząc że nie śpimy obdarowali nas dwoma talerzami ciepłych, kirgiskich pyszności. Mniam, palce lizać!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (31)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2014-10-11 07:07
Przepiękne tereny przedstawione na fantastycznych zdjęciach!
 
 
zwiedził 11% świata (22 państwa)
Zasoby: 278 wpisów278 173 komentarze173 2887 zdjęć2887 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
13.05.2017 - 23.07.2019
 
 
19.08.2015 - 22.07.2017